- Dołączył
- Marzec 6, 2010
- Posty
- 185
- Liczba reakcji
- 26
Przelotna ulewa ko?czy si? r?wnie nagle jak burza na zesz?orocznej arenie, a zaraz potem dostrzegam mg??, kt?ra ?agodnie nap?ywa stamt?d, gdzie przed chwil? szala?a nawa?nica. To tylko naturalne zjawisko, my?l?. Ch?odny deszcz na paruj?cej ziemi. Mg?a spokojnie sunie prosto ku nam, jej macki wyci?gaj? si? i podkurczaj? niczym palce, kt?re zagarniaj? wszystko pod siebie. Przygl?dam si? temu i nagle czuj? mrowienie na karku. Ta mg?a jest nienormalna, front post?puj? zbyt r?wnomiernie jak na zwyk?? par? wodn?, a skoro jest nienaturalna to...
Mdl?cy, s?odkawy od?r wype?nia mi nozdrza, kiedy wyci?gam r?ce do towarzyszy i krzycz?, ?eby si? obudzili. Wyrwanie ich ze snu zajmuje mi tylko kilka sekund, lecz to wystarcza by moj? sk?r? pokry?y p?cherze.
Wsz?dzie tam, gdzie moje cia?o styka si? z drobinami mg?y, czuj? ma?e, przeszywaj?co bolesne uk?ucia.
- Uciekajcie! - wrzeszcz?. - Biegiem!
Finnick momentalnie zrywa si? z maty, got?w stawi? czo?a wrogowi, ale kiedy zauwa?a ?ci?n? z mg?y, z miejsca zarzuca na plecy ci?gle pogr??on? we ?nie Mags i rusza przed siebie. Peeta stoi o w?asnych si?ach, lecz z trudem orientuje si? w sytuacji, wi?c chwytam go za r?k? i ci?gn? przez d?ungl? za Finnickiem.
- Co jest? Co jest? - powtarza oszo?omiony
- Jaka? dziwna mg?a, truj?cy gaz. Peeta, pr?dzej! - ponaglam. Dopiero teraz widz?, jak mocno odczu? skutki zderzenia z polem si?owym. Porusza si? powoli, znacznie wolniej ni? zwykle, a pl?tanina pn?czy i podszycia, o kt?r? potykam si? od czasu do czasu, stanowi dla niego przeszkod? niemal nie do pokonania.
Spogl?dam przez rami? na fal? mg?y, kt?ra rozci?ga si? w obu kierunkach tak daleko, ?e nie wida? jej ko?ca. Jaki? okropny impuls podpowiada mi, ?e powinnam uciec, porzuci? Peet? i ratowa? w?asn? sk?r?. To by?oby takie proste, pu?ci? si? p?dem przed siebie, mo?e nawet wdrapa? na drzewo powy?ej g?rnej granicy trucizny, kt?ra na oko dociera do wysoko?ci trzynastu metr?w. Przypominam sobie, ?e w?a?nie tak post?pi?am podczas ostatnich igrzysk, kiedy pojawi?y si? zmiesza?ce - wyrwa?am do przodu i przypomnia?am sobie o Peecie dopiero przy Rogu Obfito?ci. Tym razem udaje mi si? zapanowa? nad przera?eniem, odpycham je od siebie i staj? u boku Peety. Ta gra toczy si? o jego przetrwanie, nie o moje ?ycie. My?l? o ludziach, kt?rzy z zapartym tchem patrz? w ekrany telewizor?w we wszystkich dystryktach, bo chc? si? przekona?, czy uciekn?, jak tego chce Kapitol, czy te? zostan? przy ukochanym.
Mocno zaciskam palce na jego d?oni.
- Patrz na moje nogi, staraj si? stawia? stopy tam, gdzie ja - m?wi? po?piesznie, amoja rada odnosi skutek, gdy? idziemy chyba troch? pr?dzej, cho? nadal zbyt poma?u, ?eby pozwoli? sobie na chwil? wytchnienia. Mg?a ci?gle napiera na nas z ty?u, a drobiny substancji wyprzedzaj? jej czo?ow? ?cian?, osiadaj? i parz?, ale inaczej ni? ogie?. Nie czuj? gor?ca, tylko raczej dog??bny b?l, kiedy chemikalia odnajduj? nasze cia?a, przywieraj? do nich, a na koniec w?eraj? si? w kolejne warstwy sk?ry. Kombinezony nie na wiele si? zdaj?, chroni? nie lepie ni? ubrania z bibu?y.
Finnick, kt?ry ju? na st?pie wysforowa? si? do przodu, przystaje, bo u?wiadamia sobie, ?e mamy problem. C??, przed mg?? nie da si? broni?, co najwy?ej mo?emy ucieka?. Finnick wykrzykuje do nas s?owa zach?ty, nak?ania do dalszego marszu, a jego g?os s?u?y nam jako kierunkowskaz, lecz niczego ponadto.
Proteza Peety utyka w spl?tanych pn?czach, a on sam wywraca si? jak d?ugi, zanim udaje mi si? go z?apa?. Pomagam mu wsta? i wtedy dostrzegam co? znacznie paskudniejszego, ni? p?cherze, a w dodatku bardziej os?abiaj?cego ni? oparzenia, Lewa strona jego twarzy obwis?a, jakby obumar?y w niej wszystkie mi??nie. Powieka mu opada i prawie przes?ania oko, a usta wykrzywiaj? si? pod nienormalnym k?tem.
-Peeta - zaczynam, i nagle czuj?, ?e moj? r?k? wstrz?saj? skurcze.
Bez wzgl?du na to, z jakich chemikalii sk?ada si? mg?a, wywo?uj? nie tylko poparzenia, ale tak?e zaburzaj? prac? uk?adu nerwowego. Przeszywa mnie strach, jakiego dot?d nie zna?am, i nerwowo szarpi? Peet?, przez co tylko ponownie si? potyka. Udaje mi si? postawi? go na nogi, ale moje r?ce dr?? w spos?b niekontrolowany, a w dodatku mg?a prawie nas dopad?a, znajduje si? w odleg?o?ci nieca?ego metra. Co? z?ego dzieje si? z nogami Peety, bo cho? usi?uje i??, porusza si? jak sparali?owany, jak marionetka.
Nagle wystrzeliwuje przed siebie i dopiero teraz zauwa?am, ?e Finnick wr?ci? i ci?gnie go za sob?. Jako tako sprawne rami? blokuj? pod pach? Peety i robi?, co mog?, ?eby nad??y? za Finnickiem, kt?ry narzuci? szybkie tempo marszu.
Udaje nam si? oderwa? od mg?y na mnie wi?cej dziesi?? metr?w, kiedy Finnick przystaje.
-Nic z tego - oznajmia. -Musz? go przenie??. Dasz rad? podnie?? Mags?
-Tak - potwierdzam dzielnie, cho? serce mi si? kraje, Fakt, staruszka na pewno nie wa?y wi?cej ni? trzydzie?ci par? kilo, ale sama nie jestem zbyt du?a. Mimo to z pewno?ci? zdarza?o mi si? ju? d?wiga? wi?ksze ci??ary, szkoda tylko, ?e r?ce tak fatalnie mi podryguj?. Przykucam, a wtedy Mags k?adzie mi si? na ramieniu, tak samo jak wcze?niej na ramieniu Finnicka. Powoli wyprostowuj? nogi, blokuj? kolega i jako? udaje mi si? j? utrzyma?. Finncik zarzuci? sobie Peet? na plecy i brniemy dalej, wyj?tkiem wystaj?cych, chwytnych macek. Instynkt mi podpowiada, abym bieg?a wprost przed siebie, jak najdalej od niej, ale zauwa?am, ?e Finnick schodzi ukosem w d?? zbocza. W ten spos?b zachowuje odpowiedni? odleg?o?? od gazu i kieruje nas ku wodzie wok?? Rogu Obfito?ci. Tak, my?l?, trzeba i?? do wody. Drobiny kwasu w?eraj? si? we mnie coraz g??biej, a ja ciesz? si?, ?e nie zabi?am Finnicka, co niby jak wydosta?abym st?d Peet?? Dobrze, ?e mam sojusznika, cho?by tylko na chwil?.
To nie wina Mags, ?e zaczynam si? przewraca?. Robi wszystko, co w jej mocy, aby nie by? dla mnie ci??arem, ale po prostu nie jestem w stanie d?wiga? takiego obci??enia, zw?aszcza teraz, gdy sztywnieje mi prawa noga.
Padam na ziemi? rad i drugi, ale jako? udaje mi si? wsta?. Przy trzecim upadku nie udaje mi si? zmusi? n?g do wsp??pracy. Pr?buj? powsta?, a wtedy ca?kiem odmawiaj? mi pos?usze?stwa i Mags stacza si? na ziemi? przede mn?. M??c? r?kami powietrze, rozpaczliwie chwytam si? pn?czy i pni, ?e wyprostowa? przygi?ty tu??w.
Finnick jest ju? z powrotem, nadal z bezw?adnym Peet? na plecach.
- To na nic - dysz?. - Mo?esz zabra? oboje? Id? przodem, dogoni? was.
Sama nie wierz? w to, co m?wi?, ale staram si?, ?eby zabrzmia?o to bardzo przekonuj?co. W blasku ksi??yca widz? zielone oczy Finnicka, r?wnie wyra?nie jak dzie?, a w dodatku dziwnie b?yszcz?, zupe?nie jak u kota. Mo?e l?ni? od ?ez.
- Nie - oznajmia. - Nie damy rady nie?? obojga. R?ce mi wysiadaj?. - Rzeczywi?cie targaj? nimi niekontrolowane wstrz?sy, ma puste d?onie, a z trzech tr?jz?b?w pozosta? tylko jeden, trzymany przez Peet?. - Wybacz Mags, nie poradz? sobie.
To, co dziej? si? p??niej, jest tak b?yskawiczne i bezsensowne, ?e stoj? wryta, zamiast to powstrzyma?. Mags d?wiga si? z trudem, ca?uje Finnicka w usta i ku?tyka prosto we mg??. Jej cia?o natychmiast przeszywaj? szale?cze skurcze i pada na ziemi? w upiornym ta?cu.
Mdl?cy, s?odkawy od?r wype?nia mi nozdrza, kiedy wyci?gam r?ce do towarzyszy i krzycz?, ?eby si? obudzili. Wyrwanie ich ze snu zajmuje mi tylko kilka sekund, lecz to wystarcza by moj? sk?r? pokry?y p?cherze.
Wsz?dzie tam, gdzie moje cia?o styka si? z drobinami mg?y, czuj? ma?e, przeszywaj?co bolesne uk?ucia.
- Uciekajcie! - wrzeszcz?. - Biegiem!
Finnick momentalnie zrywa si? z maty, got?w stawi? czo?a wrogowi, ale kiedy zauwa?a ?ci?n? z mg?y, z miejsca zarzuca na plecy ci?gle pogr??on? we ?nie Mags i rusza przed siebie. Peeta stoi o w?asnych si?ach, lecz z trudem orientuje si? w sytuacji, wi?c chwytam go za r?k? i ci?gn? przez d?ungl? za Finnickiem.
- Co jest? Co jest? - powtarza oszo?omiony
- Jaka? dziwna mg?a, truj?cy gaz. Peeta, pr?dzej! - ponaglam. Dopiero teraz widz?, jak mocno odczu? skutki zderzenia z polem si?owym. Porusza si? powoli, znacznie wolniej ni? zwykle, a pl?tanina pn?czy i podszycia, o kt?r? potykam si? od czasu do czasu, stanowi dla niego przeszkod? niemal nie do pokonania.
Spogl?dam przez rami? na fal? mg?y, kt?ra rozci?ga si? w obu kierunkach tak daleko, ?e nie wida? jej ko?ca. Jaki? okropny impuls podpowiada mi, ?e powinnam uciec, porzuci? Peet? i ratowa? w?asn? sk?r?. To by?oby takie proste, pu?ci? si? p?dem przed siebie, mo?e nawet wdrapa? na drzewo powy?ej g?rnej granicy trucizny, kt?ra na oko dociera do wysoko?ci trzynastu metr?w. Przypominam sobie, ?e w?a?nie tak post?pi?am podczas ostatnich igrzysk, kiedy pojawi?y si? zmiesza?ce - wyrwa?am do przodu i przypomnia?am sobie o Peecie dopiero przy Rogu Obfito?ci. Tym razem udaje mi si? zapanowa? nad przera?eniem, odpycham je od siebie i staj? u boku Peety. Ta gra toczy si? o jego przetrwanie, nie o moje ?ycie. My?l? o ludziach, kt?rzy z zapartym tchem patrz? w ekrany telewizor?w we wszystkich dystryktach, bo chc? si? przekona?, czy uciekn?, jak tego chce Kapitol, czy te? zostan? przy ukochanym.
Mocno zaciskam palce na jego d?oni.
- Patrz na moje nogi, staraj si? stawia? stopy tam, gdzie ja - m?wi? po?piesznie, amoja rada odnosi skutek, gdy? idziemy chyba troch? pr?dzej, cho? nadal zbyt poma?u, ?eby pozwoli? sobie na chwil? wytchnienia. Mg?a ci?gle napiera na nas z ty?u, a drobiny substancji wyprzedzaj? jej czo?ow? ?cian?, osiadaj? i parz?, ale inaczej ni? ogie?. Nie czuj? gor?ca, tylko raczej dog??bny b?l, kiedy chemikalia odnajduj? nasze cia?a, przywieraj? do nich, a na koniec w?eraj? si? w kolejne warstwy sk?ry. Kombinezony nie na wiele si? zdaj?, chroni? nie lepie ni? ubrania z bibu?y.
Finnick, kt?ry ju? na st?pie wysforowa? si? do przodu, przystaje, bo u?wiadamia sobie, ?e mamy problem. C??, przed mg?? nie da si? broni?, co najwy?ej mo?emy ucieka?. Finnick wykrzykuje do nas s?owa zach?ty, nak?ania do dalszego marszu, a jego g?os s?u?y nam jako kierunkowskaz, lecz niczego ponadto.
Proteza Peety utyka w spl?tanych pn?czach, a on sam wywraca si? jak d?ugi, zanim udaje mi si? go z?apa?. Pomagam mu wsta? i wtedy dostrzegam co? znacznie paskudniejszego, ni? p?cherze, a w dodatku bardziej os?abiaj?cego ni? oparzenia, Lewa strona jego twarzy obwis?a, jakby obumar?y w niej wszystkie mi??nie. Powieka mu opada i prawie przes?ania oko, a usta wykrzywiaj? si? pod nienormalnym k?tem.
-Peeta - zaczynam, i nagle czuj?, ?e moj? r?k? wstrz?saj? skurcze.
Bez wzgl?du na to, z jakich chemikalii sk?ada si? mg?a, wywo?uj? nie tylko poparzenia, ale tak?e zaburzaj? prac? uk?adu nerwowego. Przeszywa mnie strach, jakiego dot?d nie zna?am, i nerwowo szarpi? Peet?, przez co tylko ponownie si? potyka. Udaje mi si? postawi? go na nogi, ale moje r?ce dr?? w spos?b niekontrolowany, a w dodatku mg?a prawie nas dopad?a, znajduje si? w odleg?o?ci nieca?ego metra. Co? z?ego dzieje si? z nogami Peety, bo cho? usi?uje i??, porusza si? jak sparali?owany, jak marionetka.
Nagle wystrzeliwuje przed siebie i dopiero teraz zauwa?am, ?e Finnick wr?ci? i ci?gnie go za sob?. Jako tako sprawne rami? blokuj? pod pach? Peety i robi?, co mog?, ?eby nad??y? za Finnickiem, kt?ry narzuci? szybkie tempo marszu.
Udaje nam si? oderwa? od mg?y na mnie wi?cej dziesi?? metr?w, kiedy Finnick przystaje.
-Nic z tego - oznajmia. -Musz? go przenie??. Dasz rad? podnie?? Mags?
-Tak - potwierdzam dzielnie, cho? serce mi si? kraje, Fakt, staruszka na pewno nie wa?y wi?cej ni? trzydzie?ci par? kilo, ale sama nie jestem zbyt du?a. Mimo to z pewno?ci? zdarza?o mi si? ju? d?wiga? wi?ksze ci??ary, szkoda tylko, ?e r?ce tak fatalnie mi podryguj?. Przykucam, a wtedy Mags k?adzie mi si? na ramieniu, tak samo jak wcze?niej na ramieniu Finnicka. Powoli wyprostowuj? nogi, blokuj? kolega i jako? udaje mi si? j? utrzyma?. Finncik zarzuci? sobie Peet? na plecy i brniemy dalej, wyj?tkiem wystaj?cych, chwytnych macek. Instynkt mi podpowiada, abym bieg?a wprost przed siebie, jak najdalej od niej, ale zauwa?am, ?e Finnick schodzi ukosem w d?? zbocza. W ten spos?b zachowuje odpowiedni? odleg?o?? od gazu i kieruje nas ku wodzie wok?? Rogu Obfito?ci. Tak, my?l?, trzeba i?? do wody. Drobiny kwasu w?eraj? si? we mnie coraz g??biej, a ja ciesz? si?, ?e nie zabi?am Finnicka, co niby jak wydosta?abym st?d Peet?? Dobrze, ?e mam sojusznika, cho?by tylko na chwil?.
To nie wina Mags, ?e zaczynam si? przewraca?. Robi wszystko, co w jej mocy, aby nie by? dla mnie ci??arem, ale po prostu nie jestem w stanie d?wiga? takiego obci??enia, zw?aszcza teraz, gdy sztywnieje mi prawa noga.
Padam na ziemi? rad i drugi, ale jako? udaje mi si? wsta?. Przy trzecim upadku nie udaje mi si? zmusi? n?g do wsp??pracy. Pr?buj? powsta?, a wtedy ca?kiem odmawiaj? mi pos?usze?stwa i Mags stacza si? na ziemi? przede mn?. M??c? r?kami powietrze, rozpaczliwie chwytam si? pn?czy i pni, ?e wyprostowa? przygi?ty tu??w.
Finnick jest ju? z powrotem, nadal z bezw?adnym Peet? na plecach.
- To na nic - dysz?. - Mo?esz zabra? oboje? Id? przodem, dogoni? was.
Sama nie wierz? w to, co m?wi?, ale staram si?, ?eby zabrzmia?o to bardzo przekonuj?co. W blasku ksi??yca widz? zielone oczy Finnicka, r?wnie wyra?nie jak dzie?, a w dodatku dziwnie b?yszcz?, zupe?nie jak u kota. Mo?e l?ni? od ?ez.
- Nie - oznajmia. - Nie damy rady nie?? obojga. R?ce mi wysiadaj?. - Rzeczywi?cie targaj? nimi niekontrolowane wstrz?sy, ma puste d?onie, a z trzech tr?jz?b?w pozosta? tylko jeden, trzymany przez Peet?. - Wybacz Mags, nie poradz? sobie.
To, co dziej? si? p??niej, jest tak b?yskawiczne i bezsensowne, ?e stoj? wryta, zamiast to powstrzyma?. Mags d?wiga si? z trudem, ca?uje Finnicka w usta i ku?tyka prosto we mg??. Jej cia?o natychmiast przeszywaj? szale?cze skurcze i pada na ziemi? w upiornym ta?cu.
